poniedziałek, 4 stycznia 2010

RZECZY TAK SAMO WAŻNE

(…) jak ta zima, którą ostatecznie odczuwam w samym sobie, chłodny, mroźny spokój, uczucie, a nawet przekonanie, że wszystkie rzeczy są tak samo ważne. Jakaś mucha budzi się i brzęczy na szybie, zelówki odpadają…
Jens Bjorneboe



Nic złego nie robi. Dobrego też nie. Chce żeby było lepiej
i wie dlaczego lepiej nie jest. Żywioły go nie słuchają, ludzie
nie traktują, rzeczy patrzą obojętnie. Mnóstwo jest takich
ludzi, którzy patrzą na świat, a świat im się nie odwzajemnia.

Odwrócił się w moją stronę: A ty kim jesteś? - Nie czuć głodu.
Żeby tylko nie czuć głodu! - Och, co za dekadencja! Mój biedny
skarbie. Korzystaj ze swoich lęków. Stąd bierze się większość
pasji. A teraz spójrz: co rozdeptujesz? Ślimak? Tak blisko,

tak blisko! Ale to tylko wyczarowana przez maga breja mięsa.
Niewinna i piękna. Zmiażdż ją, a cała sprawa zacznie się od nowa.
Za sprawą chimery głodu, iluzji, fantazji. - Co z tego, co z tego.
Co z tego? Zimy tutaj są dobre. Pełne ciszy, spokoju. I starość.

środa, 30 grudnia 2009

PIĄTA SIŁA

Świat, który znam pełen jest gwiazd i ekskrementów,
wyszukanego cierpienia, niekończącego się mozołu
pracy, dozwolonego bestialstwa i fanatycznie

tępionej obsceny ( strach wymyka się wszelkim
opisom). Znalezienie choć kilku powiązanych ze sobą
linii w tej mozaice wzorów jest prawie niemożliwe

(teorię łączącą cztery podstawowe siły rządzące
wszechświatem, a także tym, co dzieje się wewnątrz
atomu Einstein zabrał, rzekomo ze sobą, do grobu).

Czy świat jest szalony? Jeśli chodzi o podstawowy
poziom doznań, to: zjawiska rozpadają się i stają się
na nowo swobodnie bujającymi, luźnymi obrazami.

Deszczowa pogoda na przykład - jest piękna, blask
słońca - jest piękny. Absolutna samotność? Może być
piękna, jeśli rozumie, czym jest absolutna akceptacja.

środa, 23 grudnia 2009

To nie jest twój czas

Ten rok? Wydaje się być zbyt długi. Negocjuję

głód uczuć, który czyni mnie swoją
ofiarą. To jedna z kar za odmowę uczestnictwa
w stanie bezczynności. Podobno

wystarczy się nie bać. Ale ten strach
nie rodzi się z troski o siebie. I nie jest też skutkiem
fantazji. Kochane Ego,

to, czego oczekują od ciebie inni, nie jest
istotne. Ja jestem twoim kierowcą. Jako pasażer
nie masz żadnego wpływu

ani na kierunek, ani na prędkość
jazdy. Nie nakrywaj głowy kołdrą. Utrudniasz mi
oddychanie.

piątek, 18 grudnia 2009

ODKUPIENIE

(...) niektórzy są jeszcze mocniejsi w miejscach złamania
Ernest Hemingway


Lepiej być pokonanym niż wygrać kłamstwem – zauważył wesoło
Uriel, Boża Kulka – gdy jeden czarny dzień przestał rzucać cień.
I potoczył się, potoczył uroczyście obojętny, ponieważ otrzymał
trudne przebaczenie - żeby o tym nigdy nie zapomnieć.

środa, 9 grudnia 2009

URIEL

ŚWIECZKI MIAŁY BYĆ NA TORCIE


w niedzielę człowiek prostuje plecy,
trzeba być apostołem, wasza świątobliwość,

niemowlęcia ssącego sutek
szlochającej matki pod prysznicem
mściwej pamięci, plam rozwiązłości
dusz nienarodzonych
butów
ze skóry umarłych, bydląt na talerzach.
dobrej myśli, przepychu, bestialstwa moralności

tęsknota? strach? czy to ważne?

trzymajmy się faktów, wasza świątobliwość - spokój
jest tylko na szczycie, na dole światy są w furii.
piękno serca
jest oczywiście w świątyniach.



URIEL nawiedzenie

NAWIEDZENIE


Pił okresami i każdego dnia.
Do posiłków, z przyzwyczajenia, w szafie.
W domu, w towarzystwie lecz równie chętnie
sam. Pił przez okrągłą dobę, i wszystko
co miał pod ręką. Ale

gdy ciemność osiąga największe
natężenie, staje się pełna noc, zamknięcie
pod ziemią - świat i rzeczywistość tracą
powiązania i stają się w najwyższym stopniu
niefiguratywne. Nic tylko wyskoczyć
z 7 lub 11 piętra. Ale

spowodowałoby to niewyobrażalne
zapaskudzenie chodnika. Po pierwsze
trzeba ziemskie szczątki zbierać
za pomocą śmietniczki i ścierki, po drugie
trzeba to spłukiwać szlauchem, a poza
tym szorować. Ale

ten rozprysk imponuje. Postanawia
najpierw zjeść coś naprawdę dobrego.
Wybiera włoską restaurację, wypija dwie
szklaneczki whisky, ospale przegląda gazetę
na stronie nekrologów i czeka. Kelnerka
ulega wrażeniu, że coś się stało i pyta o to.
- No niestety - odpowiada. Ale

już kelnerka pochylała się nad nim
z elektrycznym skalpelem i jednym ruchem
otwiera mu czaszkę na czubku głowy,
mniej więcej tak, jak ścina się czubek orzecha
kokosowego. - Żeby umożliwić oddychanie,
także tą drogą - wyjaśnia. - A l e ż !









Egzorcyzmy

Jestem przerażony człowiekiem, który we mnie mieszka - powiedział. Nie lubię go. Co więcej! Pokochać go nie sposób! Obsesyjnie odczuwa własną nicość, od której pęcznieje się z dumy. Słabość budzi agresję, a strach wątpliwość, ale wyobraź sobie, że dzik atakuje myśliwego – można wątpić? Trzeba! Postanowiłem - zanim mnie powali i rozerwie brzuch - sam wyskoczę z życia.

- Nie przygaduj zwierciadłu, kiedy masz gębę krzywą - odezwał się ten Drugi .
- Fiu, fiu, poliglota - myślę sobie, przecież to słynne zdanie z Rewizora?!
- Pan jesteś nawet nie bydlę, lecz w gruncie rzeczy cmentarny karawan - odezwał się mój znajomy.
Po zawierusze przekleństw, gwizdów i oburzenia skurczył się w sobie,
jakby jedną stroną swojej istoty przechodził w inny wymiar. Miało się chęć z miejsca rozedrzeć, poćwiartować, zetrzeć z powierzchni ziemi to bezczelnie wyślizgujące się z niego ciało, ale skulił się, zaszlochał, niczym dziecko, położył się w sąsiednim pokoju i głucho kaszle.
- Dosyć już! Dosyć! - krzyczę i czując na sobie smagnięcie drapieżnego spojrzenia zza drzwi zbiegam po schodach. Po kilku dniach spotykam go znów:
– Jak Pan się miewa? - pytam.
– Chodzę i patrzę - odpowiada.
– Nie ma na co patrzeć – odzywa się ten Drugi – same świństwo wokół.
- Przepraszam - pytam - nie pamiętam jak się Pan nazywa...
Zacisnął wargi, jakby przełknął coś kwaśnego.
– Jestem teraz pod cudzym nazwiskiem.
- I cudzym paszportem – wtóruje ten drugi.
- O surowości okrutnego Jehowy! Dzik powalił myśliwego!
- I świnie wyszły z wody – odzywa się ten drugi.
- Kominami łodyg!
– W górę!
- W dół!
- Radujmy się w Panu – wykrzykują obaj.
I zdaje się, ja też.








URIEL sufler

Wszyscy

[ uczestniczymy w pogoni za przyjemnościami - w tej czy innej postaci -

przyjemnością intelektualną, zmysłową, kulturalną; przyjemnością poprawiania, mówienia innym, co mają robić, naprawiania zła społecznego, czynienia dobra; przyjemnością większej władzy, większej fizycznej satysfakcji, większego doświadczenia, większego zrozumienia życia i posiadania wszelkich umiejętności umysłu.

Największą przyjemnością jest oczywiście posiadanie Boga. Ponieważ
boimy się być nikim, boimy się wszystkiego, walczymy o powtórzenie i przedłużenie przyjemności przeobrażając ją tym samym w ból, w gruncie rzeczy, gdyż nie jest ona taka sama jak wczoraj.

Nauczyciele, święci, autorytety i dzieła, proszę, powiedzcie, co znajduje się za górami, co znajduje się poza ziemią? Skoro żyjemy słowami ?]

żyjemy z drugiej ręki.







Sufler


Kto podszeptuje: Człowiekowi potrzebne jest nie szczęście, sukces, a dobro? Oczywiście rozum zdrowego i silnego przedstawiciela rasy humanoidalnej, który przez cale swoje życie przygotowuje się do śmierci i


umiera.

Ten zdrowy i silny osobnik nie podejrzewa nawet, że zdrowie i siła same w sobie są cenne. Ponieważ wybiera pomiędzy dobrem i złem – jest


wolny.