Błąd Pamięci
zakończenie wydarzeń w gruncie rzeczy jest sprawą przypadku i tylko zewnętrznie wiąże się ze słowami: dostrzegam i odtwarzam przekleństwo tajemniczego fatum, które z pokolenia na pokolenie wysysa z nas siły. A jednak nasze geny przetrwały biologiczną degenerację nie po to, by teraz poddać się duchowemu bankructwu, moralnemu skostnieniu, absolutnej i strasznej pustce wewnętrznej.
Pod zewnętrzną powłoką
przesuwa się sznur postaci, niczym ruchoma galeria kontrastów, przyziemnych namiętności; na wskroś prozaiczne, a niekiedy żałosne i odrażające upozowanie dramatu wzajemnie zapładniających się myśli. [Obudźcie mnie!] I wszystko zlazło. został goły człowiek.
Dwa koła współśrodkowe zaczęły się przecinać nie nakładają się na siebie.
Filozofio indywidualizmu epatująca ideowym oderwaniem, strzało pożądania w beztroskim dementi, lapsusie filantropijnego szastania słowem -
ukryć zło czy je upiększyć?
Memory Crash
the end of events is at base a question of accident and only externally connected with words: I notice and repeat the curses of mysterious doom, which through generations suck the strength out of us. And yet our genes survived biological degradation not for us to now surrender to spiritual bankruptcy, moral rigor mortis, absolute and terrible inner emptiness.
Beneath the outer layer
a line of figures moves along, like a mobile gallery of contrasts, base desires; thoroughly prosaic, and at times pitiful and the disgusting drama pose of the mutually impregnating thoughts. [Wake me!] And it’s all off. Only the bare man left.
Two concentric circles have started to intersect without overlapping one another.
Oh, philosophy of individualism shocking with ideological detachment, oh arrow of desire in carefree dementia, oh, lapse in the philanthropic lavishing of words -
conceal evil or beautify it?
Anthologia # 2 | Aleksandra Zbierska 260 | 261
[tłumaczanie: Marek Kazimierski]
fot. Marta Sobczak
niedziela, 7 sierpnia 2011
piątek, 5 sierpnia 2011
A TRAWA ROŚNIE SAMA
miłość, to żarzący się węgielek w sercu każedego człowieka (chciałam napisać istoty, ale dlaczego tego nie zrobiłam?). nie potrzeba na niego chuchac ani dmuchać, wystarczy oddychać świadomie. natomiast pies? kocha bezwarunkowo, nie zna pojęcia dumy, honoru, nie potrafi się gniewać. i jeszcze szczeka! a przecież wcale nie musi! mógłby się uwalić w cieniu drzewa i konteplować gnuśność.
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Do piekla i nieba prowadzi droga po tym samym kole.
A ja mam właśnie napad paraliżu
nie mogę oderwać oczu od zakonnicy.
Obojętność wróbli świadczy o tym,
że czerń nie jest cudem. W gruncie rzeczy
więcej nic nie widać. Obok drzwi
ktoś szarpie się z klamką.
Skąd ten smród? To po gościu - odpowiada dziewczyna
kopiąc pościel w stronę pralni. To co,
on umarł?
Jego ręka, moja ręka - te obszary natury
wymagają więcej kontroli niż inne -
popijam pigułkę jego śliną. Od tego
można zacząć:
wsuwamy łóżka z powrotem pod ściany,
ściągamy powłoczki. Spytałam czy mnie kocha. -
miał usta pełne pierza, a ja napad paraliżu.
Brakuje mi zamknięcia
nie mogę oderwać oczu od zakonnicy.
Obojętność wróbli świadczy o tym,
że czerń nie jest cudem. W gruncie rzeczy
więcej nic nie widać. Obok drzwi
ktoś szarpie się z klamką.
Skąd ten smród? To po gościu - odpowiada dziewczyna
kopiąc pościel w stronę pralni. To co,
on umarł?
Jego ręka, moja ręka - te obszary natury
wymagają więcej kontroli niż inne -
popijam pigułkę jego śliną. Od tego
można zacząć:
wsuwamy łóżka z powrotem pod ściany,
ściągamy powłoczki. Spytałam czy mnie kocha. -
miał usta pełne pierza, a ja napad paraliżu.
Brakuje mi zamknięcia
niedziela, 31 lipca 2011
Давай вот так просидим до утра.
[Mnie nrawitsa, ...] -- wiersz Cwietajewej

.
.
.
.
.
.
Do ciebie — za sto lat
Do ciebie, co w sto lat urodzony zostaniesz
Po tym, jak ducha wytchnę w ciszę,
Aż z głębi, z wnętrza, jak na śmierć skazaniec,
Ja własną ręką piszę:
— Miły! Nie szukaj mnie! Pozmieniały się mody.
Już i ze starców nikt mnie nie pamięta.
— Usta nie sięgną! — Oto przez letejskie wody
Para mych rąk wyciągnięta.
Widzę twe oczy, dwa rozgorzałe ogniska,
W grób świecą mi, w piekło zatraty,
I tę, co ręką nie drgnie, widzą z bliska,
Umarłą przed stu laty.
W ręku mam — prawie jakby garstkę pyłu —
Wiersze me! — Widzę: brniesz przez wichry szumne
Szukając domu, gdzie się urodziłam,
Albo — gdzie umrę.
Po drodze na kobiety — żywe i szczęśliwe —
Gdy spojrzysz, ja aż rosnę, zachwycona,
Słysząc twój głos: — Oszustki! Wyście, wy, nieżywe!
Żywa jest tylko ona!
Jak ochotnik, służyłem jej z własnej ochoty!
Znam każdy sekret jej, każdy pierścionek!
Wy, obdzieraczki zmarłych! Te klejnoty
Jej zostały skradzione!
O, sto pierścieni mych! Aż w trzewiach na dnie
Skręca mnie skrucha, dotąd niebywała,
Żem tyle ich rozdała, gdzie bądź, jak popadnie,
A ciebie się nie doczekała!
I jeszcze smutno mi, że to dziś przecież,
Dziś wieczór, szłam tak długo wprost przez pola
Za spadającym słońcem — i naprzeciw
Tobie — za sto lat.
Idę o zakład, że i skląć byś mogła mi
Przyjaciół, których skrywa mgła grobowa:
— Tak, czciliście ją wszyscy! A różowej sukni
Żaden nie podarował!
Kto mniej dbał o swą korzyść? — Nie, korzyści
Swej się nie zaprę. Co, zabijesz mnie? — więc po co
Kryć, że od wszystkich wyłudzałam listy
I całowałam nocą.
Powiedzieć? — Powiem! Niebyt — rzecz umowna.
Jesteś mi teraz najgorętszym z gości
I tej, co wśród kochanek lśni jak perła cudowna,
Wyrzekniesz się — dla kości.
MARINA CWIETAJEWA
Przełożył z rosyjskiego
Robert Stiller
.
.
.
.
.
.
Do ciebie — za sto lat
Do ciebie, co w sto lat urodzony zostaniesz
Po tym, jak ducha wytchnę w ciszę,
Aż z głębi, z wnętrza, jak na śmierć skazaniec,
Ja własną ręką piszę:
— Miły! Nie szukaj mnie! Pozmieniały się mody.
Już i ze starców nikt mnie nie pamięta.
— Usta nie sięgną! — Oto przez letejskie wody
Para mych rąk wyciągnięta.
Widzę twe oczy, dwa rozgorzałe ogniska,
W grób świecą mi, w piekło zatraty,
I tę, co ręką nie drgnie, widzą z bliska,
Umarłą przed stu laty.
W ręku mam — prawie jakby garstkę pyłu —
Wiersze me! — Widzę: brniesz przez wichry szumne
Szukając domu, gdzie się urodziłam,
Albo — gdzie umrę.
Po drodze na kobiety — żywe i szczęśliwe —
Gdy spojrzysz, ja aż rosnę, zachwycona,
Słysząc twój głos: — Oszustki! Wyście, wy, nieżywe!
Żywa jest tylko ona!
Jak ochotnik, służyłem jej z własnej ochoty!
Znam każdy sekret jej, każdy pierścionek!
Wy, obdzieraczki zmarłych! Te klejnoty
Jej zostały skradzione!
O, sto pierścieni mych! Aż w trzewiach na dnie
Skręca mnie skrucha, dotąd niebywała,
Żem tyle ich rozdała, gdzie bądź, jak popadnie,
A ciebie się nie doczekała!
I jeszcze smutno mi, że to dziś przecież,
Dziś wieczór, szłam tak długo wprost przez pola
Za spadającym słońcem — i naprzeciw
Tobie — za sto lat.
Idę o zakład, że i skląć byś mogła mi
Przyjaciół, których skrywa mgła grobowa:
— Tak, czciliście ją wszyscy! A różowej sukni
Żaden nie podarował!
Kto mniej dbał o swą korzyść? — Nie, korzyści
Swej się nie zaprę. Co, zabijesz mnie? — więc po co
Kryć, że od wszystkich wyłudzałam listy
I całowałam nocą.
Powiedzieć? — Powiem! Niebyt — rzecz umowna.
Jesteś mi teraz najgorętszym z gości
I tej, co wśród kochanek lśni jak perła cudowna,
Wyrzekniesz się — dla kości.
MARINA CWIETAJEWA
Przełożył z rosyjskiego
Robert Stiller
piątek, 6 maja 2011
Śnigrobek
Czas się włóczył po drzewach
Noc przyszła – żałobna.
Cienie wszystkich umarłych – ubożuchno
szare –
Pochowały Śnigrobka na wieczną niewiarę
We wszystkich grobach na raz i w każdym
- z osobna
Bolesław Leśmian
a,
póki co, nie opłakuje rodzących się dzieci,
więc liczymy straty: to co widać? Idą ludzie:
taki marsz, pielgrzymka – kobiety, mężczyźni,
feeria kwiatów, wstążek; obok świeżej mogiły
napis mruga do mnie: umrzesz, umrzesz
- umrę (?) – każda rzecz z osobna
ii,
cudze przerażenie chodzi mi po plecach,
czyjaś starość bezzębna, cudze niedołęstwo,
nicość w gruncie rzeczy i to już zostanie.
wypełzła spod ziemi żółta gąsienica – what?
wypłaszczone usta krztuszą się od śmiechu:
dzikie mięso – oto czym jesteście (ziew)!
1’.
dziecko dziwnie stare potrząsa badylem;
tam, na czarnej rolce mój czas się odkręca.
papieros i suchy poranek – cholera,
na co mi taki wspólnik i konfident?
Czas się włóczył po drzewach
Noc przyszła – żałobna.
Cienie wszystkich umarłych – ubożuchno
szare –
Pochowały Śnigrobka na wieczną niewiarę
We wszystkich grobach na raz i w każdym
- z osobna
Bolesław Leśmian
a,
póki co, nie opłakuje rodzących się dzieci,
więc liczymy straty: to co widać? Idą ludzie:
taki marsz, pielgrzymka – kobiety, mężczyźni,
feeria kwiatów, wstążek; obok świeżej mogiły
napis mruga do mnie: umrzesz, umrzesz
- umrę (?) – każda rzecz z osobna
ii,
cudze przerażenie chodzi mi po plecach,
czyjaś starość bezzębna, cudze niedołęstwo,
nicość w gruncie rzeczy i to już zostanie.
wypełzła spod ziemi żółta gąsienica – what?
wypłaszczone usta krztuszą się od śmiechu:
dzikie mięso – oto czym jesteście (ziew)!
1’.
dziecko dziwnie stare potrząsa badylem;
tam, na czarnej rolce mój czas się odkręca.
papieros i suchy poranek – cholera,
na co mi taki wspólnik i konfident?
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Wróćmy nad jeziora - tu kliknąć by odsłuchać
niech przygoda trwa
.
.
.
.
.
.
ŻYCIE I TYLKO ŻYCIE!
Zgnilizna zawsze sprowadza za sobą robactwo.
[Pewnego dnia ten żyjący świat
będzie się kłębić w moich martwych ustach.]
Czy jest możliwe nadanie sensu zgniliźnie?
Na przykład łza, jeden z mechanizmów obronnych oka
nie wygląda na to, czym miała być.
Trzeba zwrócić się przeciwko sobie, by nadać sobie
sens. Warunek konieczny: śmierć, i tylko śmierć gwarantuje
nieustanne odnawianie życia. Ponieważ
umieramy w celu zasilenia jest jeszcze miłość
[Gorzko! Gorzko!]. I jeszcze - jak przejść przez to
wszystko względnie suchą stopą?
.
.
.
.
.
.
ŻYCIE I TYLKO ŻYCIE!
Zgnilizna zawsze sprowadza za sobą robactwo.
[Pewnego dnia ten żyjący świat
będzie się kłębić w moich martwych ustach.]
Czy jest możliwe nadanie sensu zgniliźnie?
Na przykład łza, jeden z mechanizmów obronnych oka
nie wygląda na to, czym miała być.
Trzeba zwrócić się przeciwko sobie, by nadać sobie
sens. Warunek konieczny: śmierć, i tylko śmierć gwarantuje
nieustanne odnawianie życia. Ponieważ
umieramy w celu zasilenia jest jeszcze miłość
[Gorzko! Gorzko!]. I jeszcze - jak przejść przez to
wszystko względnie suchą stopą?
sobota, 9 kwietnia 2011
a TO CI DOPIERO NIESPODZIANKA! - TU KLIKNĄĆ!
Paweł Kaczorowski
Tekst wyróżniony I nagrodą na konkursie krytyczno-literackim III Festiwalu Puls Literatury, Łódź w 2009 r.
Tekst wyróżniony I nagrodą na konkursie krytyczno-literackim III Festiwalu Puls Literatury, Łódź w 2009 r.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

